http://blogroku.pl/_d/2009_obrazki/kategoria_40/2_obrazek40.gif
RSS
wtorek, 02 lutego 2010
Jedno jest pewne

Dziecko styczniowe nie będzie.

Poza tym kinematografia, której ostatnio doświadczam mocno jest podupadła. Nawet Meryl nie udźwignęła ciężaru ostatniego filmu It's complicated, którego tytuł miał być zdaje się wabikiem, a jest chyba dość dobrym powodem do wytoczenia procesu o oszustwo. Nie wspominając już o Did you hear about the Morgans? Choć właściwie mam trudność w oszacowaniu, który obraz gorszej był jakości...

Pogoda typowa dla tej szerokości geograficznej, dobre rady zawsze w cenie-głównie te dotyczące mojego samopoczucia w związku ze stanem permanentnej ciąży, po porodzie spodziewam się przekształcenia ich w te o pielęgnacji dziecka i wszystkiego co się z tym wiąże, tak więc muszę rzec-jest kolorowo.

Panie od benefitów otwierają szeroko oczy ze zdziwienia, że takie coś w ogóle istnieje, ale jak wpisują do wyszukiwarki co im właśnie mówię, ta istnienie to potwierdza, niemniej boję się, że to żywy człowiek-nie komputer-będzie podejmował decyzję o przyznaniu nam benefitu na Zośkę i zaczną się schody, a dość nam zależy na czasie.

Jakiś rok temu zaczęłam pisać swojego bloga, więc skoro niczego innego akurat świętować nie mogę, zrobię sobie bułkę z szynką i wzniosę toast za okrągły roczek herbatą earl grey...(ten smak, to olejek z bergamotki).

15:33, greta1979
Link Komentarze (2) »
czwartek, 21 stycznia 2010
List

Przyszedł dziś całkiem niespodziewany od Matki mojej rodzonej i sprawił mi tyle radości, że słowem (nomen omen) nie opiszesz. Kiedyś podczas rozmowy telefonicznej wspomniałam, że czytałam stare listy od niej (niewiele tego, ale pewnie tym cenniejsze) kiedy jeszcze miała zwyczaj do mnie pisać i bardzo się przy lekturze wzruszyłam. I masz, zaskoczyła mnie Matula.

Może to i dziwnie zabrzmi, ale nie znam mojej Mamy takiej, jaka pokazuje mi się w swoich listach. Dlatego namawiam ją do pisania, kto wie, może to się stanie naszą nową tradycją...

Fajna jest relacja z mamą jeśli jest i jest dobra. Nasza rodziła się w wielkich bólach, prawdę mówiąc dopiero gdzieś od 3 lat ewoluuje we właściwym kierunku. Często się zastanawiam jaką ja będę mamą dla naszej Soph...Czy mi będzie ufać, czy będę wystarczająco mądra, żeby nią właściwie pokierować, czy wystarczy mi odwagi, żeby dać jej swobodę i możliwość popełniania własnych błędów? Zobaczymy. Mama pisze, że ani się obejrzę i mała będzie zdmuchiwała pierwszą świeczkę z urodzinowego tortu, a potem to już poleci:) Pewnie ma rację, aż się boję.

Państwo wybaczą emocjonalną rozlazłość i brak absolutny sarkazmu w powyższym wpisie, ale autorka jest jedną wielką burzą hormonów, tudzież tematyka dość ckliwa-państwo wybaczą;)

16:16, greta1979
Link Komentarze (3) »
wtorek, 19 stycznia 2010
Klops

02:09, greta1979
Link Komentarze (2) »
środa, 06 stycznia 2010
A teraz pytanie konkursowe...

 

Jakie to zwierzątko?


Pees. Nagrodę ufundowali Ana&Stu-wielkie dzięki gołąbeczki w imieniu Sophie i mentalnych rodziców :))))

20:16, greta1979
Link Komentarze (8) »
Idzie zima, piasku nima

Oj, zasypało nam Królestwo, zasypało. Choć jak patrzę przez okno i porównuję to, co widzę z materiałem bieżącym wiadomości BBC Wales, nie jestem pewna, czy ktoś gdzieś nie używa photoshopa. A tak bym chciała z jednej strony katastrof, śnieżyc i rozmaitych zawiei i zamieci, bo mogłabym już nie pójść do pracy z wielkim brzuchem i czystym sumieniem, a tak zostało 3 szychty...Tym bardziej, że mąż mój od niedawna Złota Rączka obiecał na Wypadek nawet sanki zbudować i zaciągnąć mnie niczym Józef Maryję do Bet.., do Księżnej Walii Hospital. Więc się nie boję, choćby niedżwiedź, to zacisnę nogi i dojadę.

W temacie Narodzin wiele się nie dzieje, a już by powoli mogło, nie ukrywam. Zocha wyposażona w pierwszej potrzeby towary, tekstylia, wierzę, że i mleczarnia działa bez zarzutu, można to gołym okiem w sumie oszacować. Tata podekscytowany, wyobraża sobie jakie Mała ma włoski (o ile, przyp. mój) i czy po Tacie (Tata urodził się redhead, mam nadzieję, że dziecię pójdzie w ślad Taty), jakie mała ma rączki i jak w ogóle wygląda i czy jest długa i ile waży, takie tam pierdołki. Ale ja też już wyczekuję naszego gościa z utęsknieniem, z tych samych oraz nieco innych powodów-bycie małym słonikiem już mnie dawno przestało rajcować. Ale mała lubi w środku najwyraźniej, bo nic na ziemi i niebie nie zapowiada, żeby w ciągu najbliższych dni coś się miało w tym temacie zmienić. Mądre poradniki jednak zapewniają, że żadna ciąża, choć czasem trudno w to uwierzyć, n a p r a w d ę nie trwa wiecznie...

Czytam dobrą książkę Bena Eltona, rzecz ostro prześmiewcza na rozmaite talent-showy typu x-factor, czy britains got talent, Chart Throb tytuł tego jest, a Bena proszę zapamiętać, bo fajnie, fajnie pisze. Czytam również (to mój ból od zawsze, kilka książek czytanych jednocześnie) książkę prezent gwiazdkowy - The world's worst serial killers, ale wyjątkowo treści nie mieszają mi się. W tzw. międzyczasie mocno mi żal premiera Browna i zastanawiam się, czy to wystarczy, żeby wygrać elekcję. Ale mimo wszystko sama bym na niego z tego współczucia raczej nie zagłosowała. Poza tym naprawdę nie dzieje się nic, tradycyjnie dbam o higienę jamy ustnej, wiję gniazdko, mam fiksację na zalegające stosy brudnych ubrań, więc piorę, szoruję i pucuję, no i odliczam, ktoś się przyłączy dotrzymać mi towarzystwa?

17:39, greta1979
Link Komentarze (5) »
czwartek, 31 grudnia 2009
Do Siego Roku!

Wszystkim lojalnym czytaczom i czytaczkom życzę, aby ten 2010 był jeszcze fajniejszy niż poprzednik, żeby dużo się działo, co potem można na blogu opisać, żeby kasa spadała z nieba jak nie przymierzając manna (bo kogo dziś manną skusisz), a miłość otaczała jak poranne ramię ukochanego. Żeby propozycje zawodowe nie dawały nam odpocząć, a każda była pewnym awansem, jeśli oczywiście komu na awansach zależy. Żeby ciepło rodzinne niczym karmel sklejało poszczególne składniki komórki i, żeby ich co dziewięć miesięcy przybywało (składników). Dla tych, co kochają podróże jak najwięcej najciekawszych last minute ofert oraz ogólnie pięknych widoków. Sobie i N. zdrowej Zosi życzę i w miarę znośnego urodzenia:)

A teraz spadam do pracy na 24 godziny, tam do telewizora wypiję szklanicę lemoniady udając, że to szampan o ile oczywiście nie zaśpię, jak w zeszłym roku:)))

 


13:11, greta1979
Link Komentarze (4) »
sobota, 26 grudnia 2009
Piąte takie święta

Kiedy cztery lata temu w sklepie Wszystko za funta po raz pierwszy bezpośrednio spotykałam się z religią szopingu byłam emigracyjnie zielona, językowo kilka lat za murzynami, ale pamiętam, że powietrze miało zapach obietnicy. Ufałam, że oto stoję na wielkim życiowym zakręcie, za którym roztacza się widok przejrzysty i jasny, spotka mnie wyłącznie dobre, a to co było złe i smutne zostało daleko, daleko. Wiedziałam owszem, że dobro, zło, czy jasność nosimy w sobie i, że nie ważne dokąd uciekniemy, ani skąd przybyliśmy to, co stanowi o tym kim jesteśmy jak również wszystkie początki i końce naszych traum na zawsze pozostaną z nami.

I oto cztery lata po tym pierwszym wrażeniu mogę już pokusić się o jakieś podsumowanie, skoro wszyscy coś tam podsumowują. Gdzieś w szpargałach mam jeszcze bilet lotniczy w obie strony, z którego nigdy nie skorzystałam. Obok mnie siedzi mężczyzna, dla którego zdecydowałam się puścić korzeń w kraju o innej od mojej tradycji i języku, w którym włosy występują w liczbie pojedyńczej. W brzuchu dojrzewa mi owoc tej miłości, co zawładnęła moim życiem a ile jeszcze przed nami:) W kącie naszego domu dumnie pnie się choinka, w kominku trzaskają sztuczne płomienie, w telewizji papka świąteczna, czasem przeplatana czymś interesującym, z tym, że rzadko. Za nami wigilia, którą po raz pierwszy przygotowałam wespół z moją Przyjaciółką- która kiedyś też podobnie jak i ja postanowiła wyjechać z kraju polskiego i spróbować szczęścia w Walii-oraz dwa dni świąt pierwszy spędzony z moją walijską rodziną, która robi za rodzinę zastępczą, choć tej polskiej tak naprawdę nic nie zastąpi, zwłaszcza w taki czas jak ten, kiedy oczy się robią wilgotne, bo np. nie możemy się zobaczyć. Drugi dzień przeodpoczywany, spacerowany tylko ja i N. Jest także praca, którą kocham, ale której końca nie mogę się już doczekać, bo tak to już jest, że w życiu trzeba ustalić priorytety i małe wrzeszczące jest nim przed najlepszą nawet pracą. Przynajmniej w moim życiu. W tym ogólnie pozytywnym bilansie są również straty, a jakże, tak już musi być, a więc notoryczna tęsknota za rodziną, z którą jednak relacja nigdy nie była tak sielankowa, jak teraz, tęsknota za pozostawionymi w Polsce przyjaźniami, co to niby są na wieki, ale niektóre na wieki krótkie. Tęsknota za polskim odcieniem zieleni, co nigdzie nie daje się podrobić, za smakami, zapachami, zmęczoną życiem i burczącą panią na poczcie, co za cholerę nie wierzy, że jest takie coś, jak Walia i, że to nie to samo, co Anglia.

No, ale co. W życiu, jak to w życiu, wszystko mają tylko nieliczni a i to średnio jest weryfikowalne. Życzę sobie jeszcze wielu takich świąt, nudy życiowej za którą przepadam, spokoju, stabilnej rodziny i dużo dużo miłości. Kasa i kariera wyjdą przy okazji:)

...and a Happy New Year!

23:21, greta1979
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 grudnia 2009
Końcowe odliczanie:)

59 dni do spotkania z Zosią (jeśli będzie w terminie), 31 dni do końca pracy, w tym faktycznych pracujących dni jedynie 17, 15 dni do Wigilii, 2 do urodzin N.

23:31, greta1979
Link Komentarze (1) »
środa, 02 grudnia 2009
W nagrodę

Za rok bycia z nimi, ubezpieczalnia przysłała nam nową ofertę ubezpieczenia samochodu, która wyższa jest o poprzedniej o Ł9 w skali miesiąca...Jazda bezszkodowa kompletnie, zero claimów. Na szczęście jest go compare (ukłony i dygnięcia, choć bynajmniej nie za spot reklamowy-horror). Znalazłam nowe, zielone i o Ł20 tańsze od obecnego. Oczywiście, że kończymy współpracę:)

pees. czasem tylko tyle mam do powiedzenia:)

21:34, greta1979
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 listopada 2009
Rodzić po ludzku ale nie tylko

W telewizorze podali, że ostatni dzień listopada, to oprócz faktu, że dniem Św. Andrzeja jest, jest również zawsze najsuchszym dniem w tym miesiącu. W UK, dodajmy. Muszę powiedzieć, że było dziś naprawdę ładnie, ale nie wiem, czy to faktycznie taka zasada, niniejszym zaczynam prowadzić coroczne badania;)

Delia już gotuje na święta wykopawszy Nigellę (Lawson), a może panie mają coroczne dyżury, niemniej wygląda pięknie to, co Delia gotuje i czuję, że się ślinię do telewizora. Według dekoracji sklepowych można ustawiać zegarki...na czas poświąteczny. A my z N. jak zwykle, ze wszystkim w lesie. Prezentów brak, w domu zero atmosfery świątecznej, chyba, żeby liczyć "kolędę" G. Michaela: last christmas, I gave you my heart.., wylegujemy się na sofie snując opowieści i plany o czasie nieco poświątecznym. Do roboty pochodzę jeszcze ponad 5 tygodni, nie jest źle, choć już bywa ciężko, wciąż się mieszczę za kierownicą, ale łóżko na którym przesypiam moje nocne dyżury (jeszcze 5 przede mna, błeeeeeee) robi się zastraszająco mikroskopijne. A propos, nie wiedziałam, że łóżka też podlegają procesom kurczenia się...

W sobotę byliśmy z N. w szkole rodzenia. Muszę przyznać, że jesteśmy oboje pod wielkim wrażeniem, ja dodatkowo, bo pochdzę z Polski i kilka porodówek krajowych widziałam. Choć chcę wierzyć, że przez te moje 4 lata tułaczki sporo się w tej materii zmieniło w jedynym możliwym kierunku-na bardziej cywilizowane. Przemiła (i przeładna) położna prowadząca klasę wypełniła nasze głowy wielce interesującymi treściami z gatunku: najbardziej potrzebne, poopowiadała nam o porodach rozmaitych (w jej relacji proporcje między horrorem a normalnym naturalnym procesem, ktory owszem, trochę boli były zachowane odpowiednio 0:10, zupełnie odwrotnie jak w opowieściach niektórych koleżanek i ich mam:] ). Słuchała naszych wrażeń, jak to przechodzimy ciążę ( w sumie 10 par wzięło udział) i pytała partnerów o ich punkt widzenia. Podobało mi się generalne podejscie i wiem, że tutaj to nie są puste słowa, że to rodząca jest centrum i wszystko (w ramach możliwości i rozsądku) dla niej. Po części teoretycznej i obiedzie prowadząca pokazała nam oddział położniczy z pokojami (jednoosobowymi) do rodzenia i wytłumaczyła łopatologicznie, jak się tam dostać z dowolnego miejsca w szpitalu (bywa przydatne, jak mniemam, podczas stresującej podróży do szpitala). Podkreślała, że to podstawowe warunki, ale wierzcie mi-było luksusowo. Do wyboru trzy rodzaje pokoi-z basenem, jeśli chcesz rodzić w wodzie (nie ukrywam, przemknęło mi przez myśl), standardowy: łóżko i rurki z różnymi takimi i pokój full wypas, wyglądający jak hotelowy, z dużą plazmą i dvd na ścianie, wielkim podwójnym łóżkiem i ciepłą barwą ścian. Standardem jest, że w każdym z nich jest łazienka z prysznicem lub/i wanną, sprzęt muzyczny i wielki fotel dla taty, lub innego towarzysza porodu. To zrobiło na mnie wielkie, pozytywne wrażenie i poczułam, że w takich warunkach, owszem, mogę rodzić:)Na samym końcu położna Julie znalazła nam chętnego noworodka (bardziej jego rodziców, hehe) na oddziale i zademonstrowała nam na 8-godzinnym Alfie'm jak kąpać i przewijać takie maleństwo. Rodzice oczywiście uczestniczyli w tych ablucjach, a my (uczniowie) zaczarowani gapiliśmy się na ten maleńki różowy cud z rozdziawionymi paszczami. Ileż myśli przyszło mi wtedy do głowy, plus oczywiście chciało mi się płakać:) Co ciekawe (zanotowałam) mama malca wyglądała na dość wypoczętą, rzekłabym nawet zrelaksowaną biorąc pod uwagę kilkugodzinne rodzenie, które miało miejsce zaledwie kilka godzin temu. Znów poczułam, że rzecz jest do zrobienia. Na pewno opowiem obszerniej (nie może braknąć relacji z porodu, ciekawe, czy będę tak jak inne mamy opowiadać ze szczegółami co do minuty i centymetrów) post factum i wtedy możliwe, niektóre sprawy ulegną naturalnej weryfikacji, ale póki co jestem nastawiona mega-pozytywnie i już się nie mogę doczekać (także z innych, fizycznych względów).

Dziś wolny dzień w moim roboczym ciągu, dzień lenia i nicnierobienia, razem z babcią N. wybraliśmy się na obiad (pyszny), poza tym dużo snu, leżenie z nogami w górze, jakaś lektura, kąpiel z pianką i film na deser. Słowo honoru, mogło by mi wejść w nawyk...


 

22:45, greta1979
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9